Bez partnera do rozmów

BERLIN/WARSZAWA | | polen

BERLIN/WARSZAWA (Relacja własna) - Niemcy odmawiają praw mniejszościowych swoim obywatelom polskiego pochodzenia i języka, żyjącym na terenie NRF. "Trafiamy za każdym razem na mur" oskarża Polska Rada w Niemczech pytana przez redakcję german-foreign-policy.com. Z powodu tej wyraźnej dyskryminacji polscy politycy zagrozili sprawdzeniem "przywilejów" w stosunku do mniejszości niemieckiej w Polsce, jeśli Berlin nadal będzie niepoważnie traktował realizację swoich traktatowych zobowiązań. Już za czasów Cesarstwa Niemieckiego niemiecka polityka ignorowała prawny status dużego kontyngentu polskich robotników, wcześniejszych imigrantów, ograniczając tym samym kulturalny i polityczny rozwój następnym pokoleniom. Równocześnie sam Berlin domaga się ochrony własnej, nawet przypuszczanej "niemieckości" w innych państwach, w tym i w Polsce. Polskie upomnienie się o równe traktowanie napotyka ze strony niemieckiej polityki zagranicznej na uwagi, co do zadziwiającej praktyki ze strony warszawskich kontrahentów. Berlin mówi wręcz, że polski rząd postępuje ze swoimi wschodnimi sąsiadami podobnie jak niemiecki w Polsce i instrumentalizuje swoją mniejszość językową. Ten konflikt przywraca potencjalne zagrożenie dla polityki mniejszościowej bazującej na powinowactwie krwi, która należała i należy do preferowanego środka w niemieckiej ekspansji na świat.

Jak wyjaśnia Polska Rada w Niemczech, żyjący w RFN, obywatele polskiego pochodzenia i języka nadal muszą walczyć o przyznanie podstawowych praw mniejszości. Właściwe ustalenia zawiera niemiecko-polska umowa dobrosąsiedzka. Traktat ten, z roku 1991, reguluje ochronę każdej z mniejszości [1], jednak w pełnej rozciągłości korzysta z niego tylko niemiecka mniejszość w Polsce. Tym samym, tylko niewiele dzieci i to w wyjątkowych wypadkach może skorzystać z nauczania w języku ich ojców, nie ma też miejsc redakcyjnych w polskojęzycznych programach niemieckiego radia, jak i państwowego wsparcia dla polskojęzycznej prasy w Niemczech. Wszystkie te wymienione przywileje są dostępne, bez żadnych ograniczeń, niemieckojęzycznej mniejszości w Polsce i w ten sposób może ona konsekwentnie rozbudowywać swoje wpływy społeczne.

Bez gotowości do rozmów

Przedstawiciele polskojęzycznej mniejszości starają się, już od chwili uprawomocnienia umów, o realizację tych porozumień, lecz ze strony Rządu Federalnego są systematycznie blokowani. W roku 1990, odpowiedzialne wtedy za realizacje traktatu ministerstwo spraw wewnętrznych RFN, domagało się od organizacji mniejszościowych z terenu Niemiec utworzenia dachowej organizacji w celu wspólnej realizacji postanowień. Jednak po ukonstytuowaniu się takiego zrzeszenia (1998 r.) postawiono nowe warunki. W 1999 roku, Polska Rada w Niemczech skarżyła się, że straciła znaczne sumy poprzez urzędnicze kruczki stosowane przy dofinansowaniu jej projektów. Ponadto nadal dostrzega się w kulturalnym dziale urzędu kanclerskiego, który ostatnio jest odpowiedzialny za realizację postanowień traktatu ze strony niemieckiej, nawet po włączeniu się polskiego ambasadora, brak gotowości do rozmów. "Kategorycznie protestujemy", stwierdza Zrzeszenie Federalne, bez wsparcia niemieckiej opinii publicznej.[2] Poprzedni urząd kanclerski zarządzany był przez socjaldemokratów szczycących się swoją otwartością na wielokulturalność.

Czcza gadanina

Położenie nasze pozostaje nadal prawie niezmienne, mówi dla german-foreign-policy.com Polska Rada w Niemczech. Gwarantowane umowami prawa są tylko wybiórczo realizowane, a państwowy aparat urzędniczy pozostawia przedstawicieli tejże mniejszości w próżni. Tak się dzieje w przypadku pielęgnowaniu języka ojczystego na terenie Niemiec przez osoby pochodzenia polskiego, którym dział kulturalny urzędu kanclerskiego odmówił wsparcia uzasadniając brakiem kompetencji, podczas gdy urzędy krajów federacji niemieckiej zgłaszają brak możliwości finansowych. Do dziś, przedtawiciele mniejszości polskiej w Niemczech nie mają w urzędach bezpośredniego partnera do rozmów, informuje "Zrzeszenie Federalne": "Trafiamy za każdym razem na mur."

Ziemia ojczysta

Federalny Rząd wyjaśnia swoje zachowania powolując się na niemiecką definicję pojęcia mniejszości narodowej, którą definiuje, wiążąc z pokrewieństwem z ziemią ojczystą, jako ważny element szczególnych uprawnień. W ten sposób, status mniejszości narodowej przysługuje tylko tej grupie społecznej, która może wykazać tradycyjne powiązanie z zamieszkałym przez siebie terytorium. Pomimo tej pseudonaukowej definicji ("autochtoni") pozostaje dowolne określenie tego, co to jest tradycyjny związek i jak długo w czasie muszą żyć określone grupy ludności na danym terenie, aby zostać uznanymi za "autochtonów". Ta nieprecyzyjność wskazuje na polityczny charakter niemieckiej polityki w stosunku do mniejszości narodowych, która opiera się na szczepowych tradycjach ("Niemcem jest, kto od Niemców pochodzi") i powołuje się na pokrewieństwa pochodzące z okresu średniowiecza. Skoro jednak współcześnie większość obywateli polskiego pochodzenia i języka, żyjąca w Niemczech, może się jedynie powołać najwyżej na swoje tradycje, sięgające XIX wieku, uważana jest za cudzoziemców i tym samym nie podlega wsparciu. Podobne kryteria stosują niemieccy urzędnicy wobec imigrantów XX wieku (gastarbeiterów), co powoduje że kilkumilionowa populacja turecka (nie autochtoni) w dzisiejszych Niemczech nie posiada praw mniejszości.

Usłużność

Według tak pojmowanej definicji pokrewieństwa, pozostają jedynie osoby, które w wyniku zmian granicznych stały się obywatelami innych państw i w ten sposób wymagają szczególnej ochrony ze strony swej dawnej ojczyzny. W idealny sposób odpowiadają więc tej definicji "niemieckości" tereny utracone Cesarstwa Niemieckiego, jak i III Rzeszy, jednak nie grupy ludności żyjącej w Niemczech o podobnym pochodzeniu. Tym samym niemiecka polityka zagraniczna dysponuje w prawie wszystkich państwach wschodniej i południowej Europy usłużną sobie mniejszość narodową na dawnych ("tradycyjnych") terenach osiedleń i może ich w razie potrzeby instrumentalizować [3] - również w Polsce. Przeforsowanie tej niemieckiej definicji mniejszościowej w spornym Traktacie z Polską udało się w roku 1991 w okresie szczególnie przychylnej polityki zagranicznej Warszawy.

Tereny wschodnie

W międzyczasie i Warszawa przejęła niemieckie pojmowanie ochrony swoich narodowych mniejszości - między innymi w Białorusi, której zachodnie tereny przed II wojną światową należały do Polski. W ostatnich latach, właśnie tam polska mniejszość narodowa próbuje współosłabić rządy Łukaszenki.[4] Berlin mówi, iż Warszawa tej opcji już nie zmieni i będzie nadal w przyszłości wpływała poprzez swoją mniejszość narodową na wydarzenia w Białorusi. Tym samym ze strony Polski z istotną obroną przed niemiecką polityką w stosunku do swojej mniejszości narodowej nie należy sią liczyć.

Wysoka frekwencja

Nierówna sytuacja wyjściowa, nawet przy podobnych celach, przynosi głównie korzyści mniejszości niemieckiej w Polsce. Niezależnie od wyników uzyskanych w wyborach, ma ona swoich posłów w polskim parlamencie. Podobnych praw (przywilejów) nie przyznano żadnej z mniejszości w Niemczech. Obecni parlamentarzyści mniejszości niemieckiej w Sejmie, Henryk Kroll i Ryszard Galla utrzymują ścisłe kontakty z Niemcami, m.in. ze związkami wypędzonych i uczestniczą dosyć często w politycznych rozmowach w Berlinie. Ostatnio w marcu przebywali ci obywatele polscy w stolicy Niemiec na konsultacjach frakcji parlamentarnej Bundestagu CDU/CSU d.s. "Wypędzonych, Uchodźców i Przesiedleńców". Również Kanclerz RFN, Angela Merkel znajduje czas dla wysłuchania trosk niemieckojęzycznych parlamentarzystów i to z zauważalną frekwencją. Już dwa razy panowie Kroll i Galla zostali podjęci przez kanclerz Merkel. Natomiast reprezentanci Polskiej Rady w Niemczech czekają nadal na wysłuchanie.

[1] Traktat między Rzeczpospolitą Polską a Republiką Federalną Niemiec o dobrym sąsiedztwiei przyjaznej współpracy z 17.06.1991 roku.
[2] Konwent organizacji Polskich w Niemczech; www.polonia.org
[3] Zobacz także Gen-Deutsche i Nowoczesny obraz Niemiec
[4] Zobacz także Zderzenie czołowe