|
|
||||||||||
Trzy linie frontu
12.09.2006
Jak potwierdził w zeszłym tygodniu w Berlinie prezydent Senegalu Abdoulaye Wade, jego kraj będzie jeszcze bardziej intensywnie zapobiegał wyjazdom swych obywateli do krajów Unii Europejskiej. Już pod koniec sierpnia Dakar uległ naciskom rządu Hiszpanii i zgodził się na udział hiszpańskich jednostek straży granicznej w kontroli swych wód przybrzeżnych. Z kolei powstające dwunarodowe patrole, wspierane przez samoloty zwiadowcze z wielu krajów UE, odnotowują pierwsze sukcesy przy polowaniach na uchodźców.[1] W zamian za swą deklarację prezydent Wade poprosił o materialną rekompensatę, która miałaby zapobiec niezadowoleniu wśród chcących wyjechać Senegalczyków. Niemieccy przedsiębiorcy są mile widziani, oświadczył Wade na spotkaniu zajmującego się handlem zagranicznym Stowarzyszenia Afryka; tymczasem wzajemna wymiana handlowa znajduje się według danych niemieckiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych "na niskim poziomie".[2] Niemiecka minister ds. współpracy gospodarczej i rozwoju zapowiedziała jednak senegalskiemu prezydentowi dalsze wsparcie. "Musimy pomagać w oferowaniu ludziom perspektywy na miejscu", powiedziała Heidemarie Wieczorek-Zeul (SPD) w ubiegłym tygodniu.[3] Nie wspomniała jednak słowem o przyczynach biedy w Senegalu i europejskiej rabunkowej gospodarce surowcowej przy wybrzeżach tego kraju.
Kutry rybackie czy łodzie uchodźców?
Perspektywy życiowe dużej części senegalskiego społeczeństwa były w ostatnich latach systematycznie niszczone przy udziale krajów UE. W Senegalu znaczna część społeczeństwa żyje z połowu ryb, który to sektor jeszcze dziś oferuje 15 procent wszystkich miejsc pracy i odpowiada za jedną trzecią eksportu. Od roku 1981 nowoczesne przemysłowe floty rybołówcze z krajów UE przetrzebiają naturalne bogactwo wód przybrzeżnych Afryki Zachodniej i kłusują także na wodach Senegalu. Europejskie organizacje rybołówcze, przewyższające pod względem technologicznym rybaków z Senegalu, odbierają im nie tylko możliwości eksportu, lecz także wyniszczają zachodnioafrykańskie zasoby ryb. Od dziesięcioleci eksperci bez skutku ostrzegają przed dramatycznymi konsekwencjami nadmiernego połowu ryb, który odbiera miejscowym rybakom podstawy egzystencji.[4] Tymczasem ilość ryb, którą mogą złowić dziś senegalscy rybacy jest tak mała, że duże wielopokoleniowe i rozgałęzione rodziny nie są w stanie z tego przeżyć. Coraz więcej Senegalczyków zamienia swe kutry rybackie na łodzie dla uchodźców, by udać się w ślad za rabowanymi im rybami: do Unii Europejskiej.[5]
Pustynne granice
Europejskie polowanie na uchodźców, które zaczyna przynosić pierwsze sukcesy przy zachodnioafrykańskim wybrzeżu, robi postępy także na Morzu Śródziemnym. Tam jeszcze do niedawna Libia opierała się przed wpuszczeniem patroli Frontexu, unijnej agencji ochrony granic, na swe wody terytorialne. Jak jednak oznajmiły właśnie władze tego kraju, nie można wykluczyć w przyszłości częściowego przekazania praw do poruszania się po tym terytorium morskim Unii Europejskiej. Trypolis wymaga jednak w zamian wyposażenia technicznego, które umożliwi odpowiednio wczesne przechwytywanie uchodźców z Afryki Środkowej i Wschodniej: kutrów torpedowych (do patrolowania wybrzeża), helikopterów, samochodów terenowych i noktowizorów (do wykorzystani na pustyni) - poinformował libijski minister do spraw europejskich.[6] Libijskie granice lądowe ciągną się na długości 4 tysięcy kilometrów i przecinają północnoafrykańską pustynię daleko w głąb kontynentu. Uzbrojenie tej granicy oznacza dalsze przesunięcie granic europejskiego systemu zwalczania migracji i stanowi nowy krok w globalnym procesie militaryzacji granic, który miałby ograniczyć zarówno możliwość powstawania nasilonych fal uchodźców, jak i ruchów powstańczych na biednych peryferiach bogatego świata. Europejski system graniczny sięga w ten sposób centrum Sahary, gdzie już przed latami występowały próby kontroli niemieckich sił bezpieczeństwa.[7]
Tortury
W Libii migranci przetrzymywani są w różnych instytucjach (posterunki policji, więzienia, własne obozy). Ich umiejscowienie jest znane tylko częściowo. Jak wynika z opracowania powstałego na Amerykańskim Uniwersytecie w Kairze, Włochy współfinansowały budowę libijskiego obozu dla uchodźców a teraz chcą stworzyć dwa kolejne obozy na pustyni (w miejscowościach Kufra i Sabha). Opracowanie dokumentuje przypadki tortur i innych ciężkich przypadków łamania praw człowieka oraz bezprawnego przetrzymywania w więzieniach. Migranci z krajów na południe od Afryki są często narażeni na rasistowską dyskryminację.[8] Za realizowaną teraz przez Włochy budową obozów uchodźców w Libii opowiadał się już przed dwoma laty ówczesny niemiecki minister spraw wewnętrznych Otto Schily (SPD).
Katastrofalne warunki
Także na trzeciej linii frontu walki z uchodźcami, w Europie Wschodniej, nieustannie dochodzi do przypadków pogwałceń praw człowieka. Już w minionym roku organizacje broniące praw człowieka krytykowały warunki panujące w obozach na Ukrainie, w których trzymani są uchodźcy, którym odmówiono wstępu do krajów UE. Warunki lokalowe i sanitarne, w których muszą oni żyć, są katastrofalne.[9] Wszystko wskazuje na to, że od w ostatnim czasie nic się nie poprawiło. Tak twierdzi Christopher Nsoh w rozmowie z naszą redakcję. Nsoh przygotowuje pracę naukową na temat europejskiego systemu walki z nielegalną imigracją i odwiedził niedawno obozy na Ukrainie. Według jego relacji, poza wieloma innymi nieprawidłowościami, baraki w których mieszkają uchodźcy są stale przeludnione; w obozie Pavszino "uchodźcy są zamykani w swych celach o 19.00, bez dostępu do toalety".[10]
Zapraszamy do lektury całego wywiadu z Christopherem Nsoh (w języku niemieckim) oraz naszego EXTRA-Dossier "Twierdza Europa", zawierającego relacje i dokumenty na temat wspieranego przez Niemcy europejskiego systemu ochrony przed uchodźcami.
|
Newsletter
Förder-Abo
Archiwum według krajów
Wywiady |